Droga E136 okazuje się najbardziej urokliwym odcinkiem całej dotychczasowej trasy. Wije się tuż pod fiordami i skałami. Dodatkowo pojawiają się wielkie plantacje żółtych mleczy. Bajka. Wśród nich mija nas pierwszy POLSKI samochód!
Rano zmiana oleju w Romecie. 5 tys. km już przeskoczyło. Odkręcam też kufer centralny. Dawna płyta kiedyś już popękała, więc przykręciłem kufer bezpośrednio do bagażnika. Po kilkunastu tysiącach km cała podłoga w kufrze popękana. Trochę już przeżył. Byle się nie rozsypał w drodze do domu. Powietrze zdrowe, wysokość 365m npm. Dzisiaj w Norwegii jest święto, coś jak 1 maja w Polsce. Norwegowie w strojach ludowych spacerują po ulicach małych miasteczek położonych na znacznej wysokości.
Za Trondheim droga w Norwegii się rozwidla. I co teraz? Odbijamy w głąb Norwegii na E6. Im dalej od morza tym teren znacznie wyższy. Bardziej suchy, mroźny, szary i ponury. Mniej zaludniony. Znowu pojawia się klimat północny. Wysokość przekracza 1000m npm! Na takiej wysokości dobijamy do Norweskiego Parku Narodowego Dovrefjell Nasjonal Park w gminie Dovre. Park ten jest szczególny dlatego, że można w nim spotkać woły piżmowe. Wół piżmowy to taki wielki zwierz (długość - 2...2,5 x 1,4 metra), ciężki (masa - 200...400 kg), szybki (prędkość maksymalna - 60 km/h) i bardzo zasierściony (długość zewnętrznej warstwy sierści - 90 cm). Naturalny obszar ich występowania obejmuje Alaskę, Kanadę i Grenlandię. Przed zlodowaceniem zamieszkiwały również Europę (Skandynawię). Niestety ludzie zasiedlając tą piękną ziemię wybijali te zwierzęta. Na początku XX wieku, gdy przeszła już moda na wybijanie dzikich zwierząt okazało się, że gatunek jest zagrożony wyginięciem. Na Grenlandii i w Kanadzie powstały rezerwaty, do Europy (Norwegia, Dovrefjell Nasjonal Park) zostało sprowadzone kilkadziesiąt sztuk. Woły piżmowe są dość niebezpieczne (odległość bezpieczna dla człowieka jaką podają przewodniki to 200 metrów). Po jej przekroczeniu piżmowół może być skory do zaatakowania, człowiek nie ma z nim żadnych szans. I to nie jest fikcja. Historia zna śmiertelne wypadki nie nakarmionych ciekawością turystów. Woły piżmowe w Dovrefjell Nasjonal Park są dostępne dla ludzkich oczu w odległości tak na oko 600 do 800 metrów i dodatkowo za podwójną zagrodą. (widać je, a jak!;) Na terenie parku jest oczywiście hotel i muzeum związane z piżmowołami, nieczynne niestety podczas naszego pobytu.
Za parkiem teren się zniża. Skręcamy w E136 w kierunku fiordów. 150 km dalej jest słynna Drabina Trolli którą chciałbym zobaczyć. W tej chwili jest ona jednak zupełnie nie po drodze. Droga E136 okazuje się najbardziej urokliwym odcinkiem całej dotychczasowej trasy. Wije się tuż pod fiordami i skałami (odległość dosłownego wyciągnięcia ręki). Dodatkowo pojawiają się wielkie plantacje żółtych mleczy. Bajka. Wśród nich mija nas pierwszy POLSKI samochód! Od początku wyjazdu. Ludzie rękami machają. Pod fiordami pojawia się masa tuneli. Jeden długości 500 metrów, drugi długości 4 km. Od tak. W tunelach zimno, czasem mokro (ślisko). Same drogi w tunelach też nie zawsze dobre są, można wpaść w jaką jamę. Droga mija malowniczo, aż człowiek zapomina że powinien być już u celu. Chyba przejechaliśmy jakiś zjazd. Trzeba się cofnąć. Ile? 60 km!
Dlatego do Trollstigen tego dnia nie dojeżdżamy. Obóz staje na polance pod zazielenionym fiordem. Takie miejsce, znalezione przez przypadek w trakcie krótkiego postoju.