Przy jednym z parkingów trafiamy na fajne miejsce do obozowania. Tuż nad rwącą lodowatą rzeką. Dnia jeszcze trochę zostało, ale okazja więc obóz stawiamy w 15 minut. Rzeka dobra, bo czysta woda, więc gotować można bez umiaru.
Miejscówka miód malina. Zbieramy się dopiero w okolicach południa, bo żal odjeżdżać z takiego miejsca.
Szybko zaczynają się płaskowyże ośnieżone. Pół godziny i dojeżdżamy do linii Koła Polarnego. Ośrodek na linii kręgu. Drogi wycięte w 1,5 metrowej tafli śniegu. Po drugiej stronie jedzie pociąg. Na tym śniegu są jeszcze ułożone tory kolejowe.
Za Kołem Polarnym, jak na globusie, zaczyna się zielenić. Zielona trawa i zielone krzaki. Miło znów widzieć kwitnącą roślinność. Masa parkingów, ale na parkingach tablice, by nie nocować, więc nigdzie się nie rozbijamy. Gdzieś w okolicach Mosjoen wpadamy na wodospad. Europejska Niagara. Huk ogromny. Miliardy litrów wody obijają się o wielkie głazy. Super widok.
Przy jednym z parkingów trafiamy na fajne miejsce do obozowania. Tuż nad rwącą lodowatą rzeką. Dnia jeszcze trochę zostało, ale okazja więc obóz stawiamy w 15 minut. Rzeka dobra, bo czysta woda, więc gotować można bez umiaru.