Droga na Utena. Pusto, cicho. W Utena'ie odbijamy na 118, by nie jechać główną na Daugavpils. Zamiast asfaltu pojawia się szuter 5 km… 10 km… 15 km…, wszędzie szuter. Każdy mijany samochód wzbija kołtuny pyłu, który mija dopiero po kilometrze. Po 30 km droga nr 120, gładki asfalt więc można pędzić. Gdzieś przed granicą z Łotwą postój na parkingu w lesie, 2 km od szosy. Pierwszy ryż na trasie. Mniej miejsca w bagażu zajmuje niż kluski.
Łotwa. Puste przejście. Kilka fot i lecim. Po kilkunastu kilometrach skręcamy w szuter. Gęsty żwir, kamienie tłuką się po błotnikach. 20km szutru, 40km… 80km szutru, prędkość maksymalna - 40km/h. Takie drogi będą już do Talina?
W Jēkabpils w końcu wpadamy na asfalt. Cel Madona. Kocie łby to dobra droga;) Po drodze wypatrujemy jakieś ruiny. Porzucone ładnych parę lat temu. Wewnątrz piece na koks, sala koncertowa i pianino (grające!) Ciekawe jakby zachowała się taka ruina z wnętrzem gdyby ją postawić gdzieś pod Warszawą?
Z noclegiem zaczynają się drobne problemy. Każda droga prowadzi dokądś. Przeważnie do jakiegoś domu. Nie ma tam dróg do nikąd? Jak w Polsce? Ale jest jakaś droga, zabagniona 15metrów w przód. To dobry znak, bo mówi o tym że żadna osobówka tędy nie jeździ. Przeprawa przez bagno i pierwsza polanka zaraz za zakrętem. Obok jest leśnicza ambona, w razie "w" będzie gdzie uciekać przed dzikami;)