Zostało tylko wrócić do domu. 500km przez Polskę. Bułka z masłem. Wyjeżdżam z Lubania jakoś po dziesiątej. Lecę wioskami przez Lwówek Śląski. Od tak sobie płynę, jak to Rometem. Za zakrętem radiowóz z suszarą! Hamować? Może uciekać? Machają. Tak myślałem. Oki, staję. Może mnie nie zastrzelą…
Cały dzień spędzony na niemieckiej autostradzie. Pogoda i przejrzystość dobra, ograniczenia do 120 km/h, 130 km/h, więc „przelatujących obok rakiet” tak dużo nie było. Tylko ta jasna jezdnia, znacznie bardziej męczy wzrok niż ciemna.
Po przejechaniu blisko 650 km zbliżamy się do kraju. Przejście graniczne w Olszynie. Oczy widzą Polskę. Serce się raduje. Jestem w Polsce, czyli jestem w domu. Jestem już u swoich. Teraz do domu to już nawet na piechotę…
Polska. Wjazd do Polski w Olszynie. Koniec niemieckiej autostrady, koniec ładnej drogi. Droga z betonowych kolców nierówno ułożonych. Pierwszy postój w Polsce na Orlenie, duszę spokojem nacieszyć. Na stacji (2 dystrybutory) tłok, za stacją stoją jakieś Tir'y w dziurach. Obok nich 2 puste autokary i masa ludzi dookoła. Za stacją bary szybkiej obsługi fast-food. Polska… Skręcamy na 351. Zjazd z drogi krajowej. Łuk. Na łuku kocie łby. I 351. Droga już lepsza, no to lecim.
Nim dojeżdżamy do Lubania zapada zmrok. W Lubaniu mieszka Paweł więc wbijamy się, motocykle parkują w garażu. Szczęście z normalnego mieszkania, herbata zalana wodą z czajnika. Wypas. Na długiej eskpadzie człowiek zapomina o takich rzeczach.