Za Ostrołęką cumuję na jakimś parkingu w lesie. Las dobry, bo upał niesamowity. Taki lipcowy. Na parkingu się posilam. Już wtedy zjadam kanapki, jakie mama zrobiła mi na drogę do Norwegii. Mój przewodnik mówi, że gdzieś w okolicy jest wioska-skansen o nazwie Klon. No to lecę obczaić co to takiego. Niestety wioska nie powala mnie na kolana. 30 lat temu wieś miała wyłącznie drewnianą zabudowę, w tej chwili niszczą ją nowe i budujące się domy z pustaków i blachy nad papą. Wracam zatem na główną szosę. Rozogi i Spychowo, Zgon i Ławny Lasek, pole namiotowe. Kiedyś tutaj przyjeżdżałem Simsonem. Rzucam namiot w to samo miejsce co dawniej. Dzień kończę pierwszą wymianą oleju w silniku. Z końcem dnia zaczyna się noc. Ogniska i gitarowe biesiady. Robi się zima noc. O 0:30 telefon. Po drugiej stronie jeziora jest Paweł na Hondzie CG125, który przyjechał w jeden dzień z Lubania (ponad 600 km!). Lecę więc po niego, bo pole namiotowe zagrzebane trochę w lesie.